Rodzice na mój widok wprost szaleli ze szczęścia. Jakbyśmy się nie widzieli dwa lata, a ja właśnie wróciłabym z rejsu po Atlantyku. Nie bardzo wiedziałam skąd aż taka radość. Może po śmierci babci zrozumieli, że musimy cieszyć się każdą wspólną chwilą? Nawet na wieść, że muszę (tak naprawdę chcę, nie muszę) wyjechać do Średniego Miasta już w niedzielę i to o świcie nie zmieniła ich pozytywnego nastawienia do mnie.  Było naprawdę miło znowu poczuć się małą dziewczynką, która nie musi się sama o siebie troszczyć, bo bliscy robią to za nią.

W sobotę spotkałam się z Matyldą. Już się chyba pogodziła z rozstaniem z Szymonem, bo piała z zachwytu nad nową aplikacją ułatwiającą randki.

– A co u ciebie Mal? – po dwóch godzinach paplania o nowych możliwościach złowienia nowego chłopaka w odmętach Internetu, Matylda postanowiła dowiedzieć się co u mnie.

– „Stara bida”. Musisz przyjechać do mnie i poznać mojesz alone, nowe współlokatorki. Nic tak nie poszerza horyzontów jak świadomość,że są na świecie dziewczyny skrajnie różne od nas.

– Ha ha, jakoś nie tęsknię teraz za kobietami. Życie bez faceta nie ma sensu i to na szukaniu chłopaka muszę się teraz skupić. Więc jak poznasz jakichś fajnych…

– Wiem, wiem. Niemniej zapraszam Cię do Średniego Miasta. Już jutro muszę tam jechać, bo Konstanty zaprosił mnie na… rodzinny obiad.

– Że co?!?!?! Chce ci się oświadczyć?!?!? – Matylda aż wstała na równe nogi.

– Nie żartuj sobie ze mnie! Jakie oświadczyny? Zresztą wspólny obiad pewnie mają dzisiaj, bo jutro już wraca do Stolicy. Zobaczymy się tylko na dworcu.

– Oj Mal, czuję, że coś ci się szykuje….

– Przecież ciągle się kłócimy, albo on czepia się mnie. Nawet seks nie pomaga.

– Seks?!?! Nic mi nie mówiłaś!!!!!! Jak było?

– Hmmm…

Matylda zaczęła się głośno śmiać.

– Romantyzm został tłamszony przez samczą chuć? – zapytała nadal się śmiejąc. Obawiam się, że to moje rumieńce tak ją rozbawiły.

– Nie wiem o czym mówisz… – udawałam równie wesołą, chociaż w ogóle nie wiedziałam co jest w tym zabawnego.

– Wybacz, po prostu pamiętam te nasze liczne rozmowy „co będzie gdy..” i ty zawsze mówiłaś, że nie wyobrażasz sobie pozbawionego romantyzmu spotkania erotycznego. A sądząc po twojej minie, rzeczywistość nieco odbiegła od marzeń, hmmm?

– Bo ja wiem… – zastanowiłam się. – Było bardzo miło, ale tak, masz rację, inaczej to sobie wyobrażałam.

Lecz mimo braku fanfar, fajerwerków i ekstazy rodem z najlepszych filmów (bynajmniej nie pornograficznych) mój seks z Konstantym ewidentnie miał moc zbliżenia. Zbliżenia dwóch światów, scalenia ich w jedno, więc na samą myśl o tym zrobiło mi się gorąco i ze wszystkich sił zapragnęłam już, teraz, zaraz,pojechać do jego domu… Pal licho jego rodzice, pal licho moi! Konstanty pragnę cię!!!!!!!!!

Epizod 130

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *